sobota, 16 listopada 2019

Oblicza jesieni

       Oblicza jesieni

Czy ktoś kiedyś spotkał jesień?

Ja zobaczyłam ją w złotej sukience
Z bukietem wrzosów w ręce
W rozwianych włosach na głowie
W liściastej pomarańczowej koronie

Widziałam  jak pod jej stopy
Ścielą się różnobarwne liście
A ona w barwach czerwieni
Przechadza się wśród zieleni.

Idąc przez pola i lasy
Czaruje piękne krajobrazy
Aż dech w piersi zatyka
Kiedy się z nią  spotykam .

Słoneczniki złote w pas się jej kłaniają
Jarzębina z radością wręcza jej korale
Drzewa w zachwycie jej urodę podziwiają
Swoją królową jesienną  ją  nazywając.

Widziałam ją też w złym humorze
W strugach deszczu na dworze
W kaloszach i  pelerynie szarej
Nie wyglądała wtedy tak wspaniale.                             

Ponura  była wtedy i smutna
Deszczem bardzo rozrzutna
Dużym parasolem się osłaniała
Nikt się jej wtedy nie kłaniał.

Wiatr targał jej szarą kapotę
Słoneczniki posmutniały pod płotem 
Słońce się w chmurach schowało
Na dworze było zimno i szaro .

Jesień to kapryśna dama
Raz złota drugi raz szara
Ma swoje zalety i wady
I na to nie mamy rady.
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz